Od czasu, kiedy Polsce w końcu udało się zostać pełnoprawnym członkiem programu ruchu bezwizowego, liczba osób podróżujących do Stanów Zjednoczonych wyraźnie wzrosła. Co prawda wciąż jest wymagane złożenie wniosku ESTA, pozwalającego władzom USA „prześwietlić” przeszłość i tożsamość odwiedzających. Jednak jest to zdecydowanie mniej skomplikowana procedura niż ubieganie się o wizę turystyczną, dlatego chętnych na zaoceaniczne podróże nie brakuje. Stany wydają się rajem dla ziemi, stolicą dobrobytu i nowoczesności, jednak nie wszystko złoto co się świeci. Przed wylotem do USA warto wzbogacić swoją wiedzę na temat tego wyjątkowego kraju, który wciąż potrafi zaskakiwać.

Jednostki miary: mila, Fahrenheit, jardy

W Ameryce odległość między miastami podaje się w milach, a nie w kilometrach, temperaturę w skali Fahrenheita, a nie w Celsjusza, objętość płynów w galonach, a nie w litrach. To tylko kilka przykładów różnic między amerykańskimi jednostkami miary, a układem SI, jednostkami, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Różnice w dużej mierze wynikają z kolonialnej przeszłości Stanów Zjednoczonych, których jednostki do złudzenia przypominają te brytyjskie. Zatem wybierając się w podróż to USA warto wyposażyć swój telefon w aplikację przeliczającą jednostki – wielkie ułatwienie dla nas, użytkowników układu SI.

Zakupy w Ameryce – o co chodzi z tym podatkiem?

Wiele osób planując wyjazd za ocean przy okazji wygospodarowuje specjalny budżet zakupowy Wiadomo, w USA wszystko jest bardziej „cool”, nowoczesne, bardziej przemawiające do wyobraźni. Fakt faktem, że marki szeroko dostępne w Stanach Zjednoczonych są niedostępne w polskich sklepach, dlatego pakując walizkę często pozostawiamy wolne miejsce specjalnie dla nowych zdobyczy. Ale uwaga, ceny na amerykańskich metkach nie oznaczają ceny końcowej. W USA podatek na towary nakładany jest dopiero przy kasie, na co warto być wyczulonym. Wysokość podatku zależy od kategorii danego produktu, dlatego nie zdziwcie się, że zamiast 10$ zapłacicie trochę więcej.

American English vs. British English

W polskich szkołach uczymy się języka angielskiego, a nie amerykańskiego. Z pozoru jest to drobna różnica, która w pewnych sytuacjach może być jednak odczuwalna. Przykład? Zamawiając frytki w Londynie, poprosicie o „chips”, natomiast w Bostonie o „fries”. Jeśli w Bostonie zamówicie „chips” otrzymacie po prostu… czipsy. I jeszcze jedna ogromna różnica: dla Amerykanów jedynym „footballem” jest futbol amerykański, natomiast piłka nożna, którą my znamy również pod nazwą „futbol” to nic innego jak „soccer”.

Wtyczki inne niż w Polsce

Jeśli wydaje Wam, się, że Ameryka lubi być oryginalna pod każdym względem, to macie rację. W Ameryce nie tylko inaczej się mierzy odległość czy nazywa frytki. Do USA warto wziąć ze sobą przejściówkę do tamtejszych gniazdek. Co więcej, czasem sama przejściówka nie wystarczy. Amerykanie posiadają w swoich kontaktach mniejsze napięcie prądowe, przez co takie sprzęty jak suszarki czy lokówki po prostu będą zbędnym bagażem. Nie dotyczy to ładowarek do laptopów czy komórek – ich zasilacze są przystosowane do niższego poboru prądu.

Każdy stan to takie małe „państwo w państwie”

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, jak sama nazwa wskazuje, są państwem składającym się z częściowo autonomicznych terytoriów, z których każde z nich posiada własne prawo federalne. Co to oznacza dla podróżujących? Mniej więcej tyle, że czyn, który wskazuje na złamanie prawa w stanie Nowy Jork wcale nie jest karalny w stanie Teksas. Przed wyjazdem za ocean warto nieco bliżej przyjrzeć się różnicom w prawie federalnym, ponieważ można sobie narobić niemałych kłopotów.

Dodaj komentarz